niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział V - kontynuacja
Okay, wyszedł mi trochę długi i drastyczny. ale powinno być dobrze. Został zbetowany ;) Miłego czytania :D



 Podszedł jeszcze bliżej. Uniósł jej podbródek. Prawie nie było widać jej policzków spod plam tuszu do rzęs. Skrzywił się z niesmakiem. Nie wyglądała pięknie. Nie lubił kobiet. Wtedy liczyła się tylko Helena. Wciąż o niej myślał. Patrząc na tę dziewczynę jednocześnie zastanawiał się, jak będzie wyglądać jego przyszłość, gdy już zabije tysiąc osób. Jedno z licznych pytań uderzyło nim jak piorun – gdzie on będzie spał? Co będzie jadł? Czy będzie miał jakąś kwaterę? Jak mógł nie pomyśleć o tym wcześniej?
 Dobra, nie był to czas na rozmyślania. Ta panienka mogła mu czmychnąć. Chciał ją po prostu chlasnąć po krtani, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Jeśli miał zamordować dla Heleny, musiał to zrobić porządnie. Tak jak bardzo ją kocha, tak musi się przyłożyć.
 Zdziwił go fakt, że dziewczyna nie ucieka, przecież jej nie trzymał. Może ona tego chciała? Przybliżył lekko twarz do jej ust,  po czym szybko się odsunął. Miała w żyłach chyba 2 promile czystej wódki, co można było wyczuć stojąc nawet 2 metry dalej. Skrzywił się. Ona mimo wszystko widziała w nim pięknego mężczyznę. Dziwnie na nią działał. Zawsze marzyła o wysokim, przystojnym mężu, który będzie nosił ją na ramionach, będzie o nią dbał, będzie ją całował każdego ranka kładąc na jej kolanach talerz z dwoma tostami z masłem po obu stronach. Rozpłynęła się w jego czerwonych oczach i… zasnęła.
 Oooo, miał pole do popisu. Dziewczyna po zaśnięciu odwiesiła głowę do tyłu, ukazując dorodną szyję. Gerard poczuł adrenalinę, poczuł, że może wszystko. Był panem całego świata. Wszyscy kłanialiby się przed jego obliczem, a on zabiłby każdego z nich. Wtedy Helena na pewno byłaby jego i tylko jego. Takim pakietem dusz nawet Diabeł by nie pogardził.
 Przybliżył lekko swoją twarz do jej ust ignorując odpychający zapach alkoholu. Spała. Chrapiąc, otworzyła usta i wywaliła jęzor. To był jej dziwny zwyczaj. Dlatego nigdy nie lubiła piżamowych imprez. Jednego feralnego wieczoru, gdy miała 14 lat, fałszywe przyjaciółki strzeliły jej zdjęcie gdy spała z językiem na wierzchu i publikowały, gdzie się tylko dało. Bardzo to przeżyła i wylądowała z żyletką. Blizny zostały na zawsze. Nawet w tej chwili, gdy wampir przygotowywał ją do śmierci, czuła piekący ból w nadgarstku.
 Zamknął oczy i połączył ich usta. Nic do niej nie czuł. Nie zdradzał Heleny. To nie był pocałunek. On tylko chciał dostać się do jej ust, żeby…
 Poczuła rozdzierający ból. Jakieś dwa gwoździe wbiły się w jej język, boleśnie go dziurawiąc i rozrywając na strzępy. Pozwoliła krwi wypłynąć z ust. Natychmiast otworzyła szeroko oczy pełne bólu. To nie były gwoździe. To były kły. Uczucie, którym darzyła nieznajomego mężczyznę wygasło w ciągu milisekundy. Bo jak mogła kochać kogoś, kto właśnie wyszarpuje język z jej własnych ust?
 Wyrzucił kawał jej języka w trawę głośno się śmiejąc i rozkoszując się smakiem krwi. A do tego jeszcze te krzyki… Otworzył szeroko usta wpijając je w szyję swojej ofiary, dziko przy tym warcząc. Był bestią, która chciała więcej i więcej… Wciąż odrywał się od jej szyi i wpijał ponownie. Okay, starczy. Najważniejsze jest to, by przestać w odpowiednim momencie, ponieważ ofiara umarłaby za szybko. Chwycił za tasak. Pogłaskał dłonią jej twarz, ścierając wypływającą z ust krew. Przyłożył ostrze do jej policzka i lekko je przesunął, kierując się w stronę powieki. Gdy do niej dotarł, zmienił taktykę. Chciał słyszeć dzikie wrzaski, a nie syknięcia, które w tej chwili słyszał od dziewczyny. Uderzył ją mocno z otwartej dłoni, ale nic się nie zmieniło. W tej chwili pociągnął tasakiem bardziej stanowczo i boleśnie niż subtelnie i delikatnie, otwierając jej twarz. Oddzielał płaty skóry od mięsa, by ujrzeć chociaż kawałek jej czaszki. Jego kaprys się spełnił. Ofiara próbowała nie krzyczeć, zdemotywować go jakoś, ale wtedy nadchodziły kolejne porcje bólu i po prostu musiała wołać o pomoc lub chociażby śmierć. Modliła się cicho szlochając. Chciała umrzeć i chociaż prawie nie miała już twarzy, nie mogła się śmiertelnie wykrwawić. Była delikatną i przewrażliwioną dziewczyną, mdlejącą na widok krwi ( jednak teraz omdlenie na złość nie nadchodziło). W ciągu całego swojego życia straciła bardzo mało krwi. Może dlatego nie mogła się wykrwawić teraz, gdy jest torturowana? Podniosła lekko dłoń, gdy Gerard przestał się powstrzymywać i zajmował się ponownie jej szyją.
Znasz to uczucie, gdy możesz dotknąć swojej własnej czaszki?
***
Pisząc to, słuchałam cały czas "Our lady of sorrows" może dlatego jest taki, hm... ostry? Jak tylko skończę VI, to dam . piszcie co myślicie, bo to chyba na razie mój ulubiony rozdział :D

5 komentarzy:

  1. Dotychczas nie komentowałam, tylko czytałam z ukrycia (xd) ale teraz nie mogłam się powstrzymać. TO JEST NAJLEPSZY ROZDZIAŁ! Poprzednie nie były najgorsze, ale ja-jako psychopatka-potrzebuje rozlewu krwi, latających flaków i tortur!
    Podziwiam cię za to i mam nadzieję, że będzie więcej takich rozdziałów ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Łaa.. jestem.. usatysfakcjonowana. xD zdecydowanie najlepszy rozdział.. mam nadzieję, że będzie takich więcej. życzę weny.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakim cudem nie krwawiła? O.o
    Mam teraz uraz na psychice xDDD
    A wyszarpywanie języka zawsze spoko :D
    Osobiście mam też słabość do gałek ocznych. Jakby Gerd komuś kiedyś wydłubał czy coś... :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie że nie krwawiła, tylko "się nie WYkrwawiła"
      a to różnica :P
      A co do tych gałek ocznych to.... zastanowię się :3 nie chcę spoilerować. ;)

      Usuń
  4. Błagam, tylko nie gałki oczne... :) Ale rozdział jest okey :) W końcu wyszedł z Gerarda wampirek :)

    OdpowiedzUsuń