czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 2.

 Ocknął się. Ale nie był w tym lesie. Nad swoją głową widział tylko jakieś opary. Wszędzie było ciemno. Powoli wstał , nerwowo się rozglądając. To nie była Ziemia. Wiedział, że umarł. Gerard Way trafił do Piekła.
  Zaczął nawoływać, nie wiadomo do końca, co. W końcu zawołał „Helena!”  i jakiś wielki obłok przeleciał obok niego. Cała ta sytuacja zaczęła go denerwować. Gdy zaczęła się w nim ponownie piętrzyć złość, usłyszał w sobie jakieś nienawistne głosy. Nie słyszał ich na własne uszy, ale gdzieś tam w środku czuł coś dziwnego. Od razu wiedział, czyj to głos. Przymrużył z nienawiści oczy. Zawsze go nienawidził. Szatan. Gdy tylko słyszał to słowo, przychodziły mdłości i dreszcze. Miał smutną świadomość, że nie ma tu jego ukochanej, o nie. Ona była zbyt dobra. Trafiła do Nieba. Czuł to.  Padł na kolana przed oparami, błagając o litość i spuścił głowę, łkając żałośnie. Szatan, widząc jego cierpienie, zaśmiał się dziko. Ten śmiech przeszył serce Gerarda niewyobrażalnym bólem. Czuł się tak , jakby tysiące szpilek przewiercało mu wnętrzności. Przestał płakać. Usiadł po turecku, ocierając łzy, ocierając łzy.
 Zobaczył go. Zobaczył Szatana. Był zupełnie inny niż ten, którego pokazują w programach naukowych czy podręcznikach do religii. Był człowiekiem w płaszczu i ciemnym kapturze. Wyglądał jak włóczęga z horroru. Dawał po prostu do zrozumienia, że jest tym, kim jest, a jego głos sprawiał, że człowiek od razu miewał myśli samobójcze.  Powitał Gerarda  „ciepło”, otwierając ramiona i zapraszając do uścisku, jednak ta kultura nie została odwzajemniona. Gerard wciąż siedział po turecku i patrzył na niego piorunującym wzrokiem. Szatan pogłaskał go po głowie i szepnął, że może mu pomóc.
-Jak?! Jak, do cholery?! – Gerard tracił panowanie nad sobą, zerwał się z podłoża i już podnosił rękę, gdy przed oczami zobaczył Helenę. Zastygnął w bezruchu. Widział ją, leżącą na trawie w tym przeklętym lesie, martwą. Znów poczuł napływające łzy. Ale nagle Helena się poruszyła. Wstała z uśmiechem i w żółwim tempie stawiała kroki w jego kierunku. W jednej chwili uświadomił sobie, że to tylko wizja, że to wybryki Szatana, który cieszył się cierpieniem Gerarda jak dziecko. W końcu zdarzył się cud: Szatan uklęknął przy swoim męczenniku,  przeczesując dłonią jego kruczoczarne, półdługie włosy.
-Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. – Po tych słowach w głowie Gerarda rodziło się tysiące myśli, pytań, nadziei…
-Będziesz mógł połączyć się z ukochaną… - westchnął, mówiąc to niby od niechcenia, jednak on sam także miał pewne zamiary.
-…jeśli dostarczysz mi tysiąc przeklętych dusz…. –Nie, nie przejęzyczył się. Sam miał problemy w piekle. Coraz więcej dusz się nawracało na tę dobrą stronę. Nudziło mu się, brakowało mu użerania się ze złośliwcami. Gerard wstał gwałtownie. Wytrzeszczył oczy. W pierwszej chwili już miał krzyknąć :”TAK, TAK, COKOLWIEK ZECHCESZ!!!”, ale się powstrzymał. Co chwilę otwierał usta i zamykał, jednak nie potrafił dobrać odpowiednich słów. Jedyne, co zdołał wykrztusić, to „Pomyślę”, powiedział mu to patrząc na niego dumnym wzrokiem i tak samo dumnym krokiem odszedł w głąb Piekła, by się zastanowić.
***
Podziękowania chcę złożyć tym samym osobom, co poprzednio :)
A, i witam nowego czytelnika :D BloodyAnisa, mam nadzieję, że następne rozdziały również ci się spodobają ;)
Od razu dodaję 3. rozdział, a co mi tam!
See ya!

1 komentarz: