Ocknął się. Ale nie był w tym lesie. Nad swoją
głową widział tylko jakieś opary. Wszędzie było ciemno. Powoli wstał , nerwowo
się rozglądając. To nie była Ziemia. Wiedział, że umarł. Gerard Way trafił do
Piekła.
Zaczął nawoływać, nie wiadomo do końca, co. W
końcu zawołał „Helena!” i jakiś wielki
obłok przeleciał obok niego. Cała ta sytuacja zaczęła go denerwować. Gdy
zaczęła się w nim ponownie piętrzyć złość, usłyszał w sobie jakieś nienawistne
głosy. Nie słyszał ich na własne uszy, ale gdzieś tam w środku czuł coś
dziwnego. Od razu wiedział, czyj to głos. Przymrużył z nienawiści oczy. Zawsze
go nienawidził. Szatan. Gdy tylko słyszał to słowo, przychodziły mdłości i
dreszcze. Miał smutną świadomość, że nie ma tu jego ukochanej, o nie. Ona była
zbyt dobra. Trafiła do Nieba. Czuł to. Padł na kolana przed oparami, błagając o
litość i spuścił głowę, łkając żałośnie. Szatan, widząc jego cierpienie,
zaśmiał się dziko. Ten śmiech przeszył serce Gerarda niewyobrażalnym bólem.
Czuł się tak , jakby tysiące szpilek przewiercało mu wnętrzności. Przestał
płakać. Usiadł po turecku, ocierając łzy, ocierając łzy.
Zobaczył go. Zobaczył Szatana. Był zupełnie
inny niż ten, którego pokazują w programach naukowych czy podręcznikach do
religii. Był człowiekiem w płaszczu i ciemnym kapturze. Wyglądał jak włóczęga z
horroru. Dawał po prostu do zrozumienia, że jest tym, kim jest, a jego głos
sprawiał, że człowiek od razu miewał myśli samobójcze. Powitał Gerarda „ciepło”, otwierając ramiona i zapraszając do
uścisku, jednak ta kultura nie została odwzajemniona. Gerard wciąż siedział po
turecku i patrzył na niego piorunującym wzrokiem. Szatan pogłaskał go po głowie
i szepnął, że może mu pomóc.
-Jak?! Jak, do
cholery?! – Gerard tracił panowanie nad sobą, zerwał się z podłoża i już
podnosił rękę, gdy przed oczami zobaczył Helenę. Zastygnął w bezruchu. Widział
ją, leżącą na trawie w tym przeklętym lesie, martwą. Znów poczuł napływające
łzy. Ale nagle Helena się poruszyła. Wstała z uśmiechem i w żółwim tempie
stawiała kroki w jego kierunku. W jednej chwili uświadomił sobie, że to tylko
wizja, że to wybryki Szatana, który cieszył się cierpieniem Gerarda jak
dziecko. W końcu zdarzył się cud: Szatan uklęknął przy swoim męczenniku, przeczesując dłonią jego kruczoczarne,
półdługie włosy.
-Mam dla Ciebie
propozycję nie do odrzucenia. – Po tych słowach w głowie Gerarda rodziło się
tysiące myśli, pytań, nadziei…
-Będziesz mógł
połączyć się z ukochaną… - westchnął, mówiąc to niby od niechcenia, jednak on
sam także miał pewne zamiary.
-…jeśli dostarczysz
mi tysiąc przeklętych dusz…. –Nie, nie przejęzyczył się. Sam miał problemy w
piekle. Coraz więcej dusz się nawracało na tę dobrą stronę. Nudziło mu się,
brakowało mu użerania się ze złośliwcami. Gerard wstał gwałtownie. Wytrzeszczył
oczy. W pierwszej chwili już miał krzyknąć :”TAK, TAK, COKOLWIEK ZECHCESZ!!!”,
ale się powstrzymał. Co chwilę otwierał usta i zamykał, jednak nie potrafił
dobrać odpowiednich słów. Jedyne, co zdołał wykrztusić, to „Pomyślę”,
powiedział mu to patrząc na niego dumnym wzrokiem i tak samo dumnym krokiem
odszedł w głąb Piekła, by się zastanowić.
***
Podziękowania chcę złożyć tym samym osobom, co poprzednio :)
A, i witam nowego czytelnika :D BloodyAnisa, mam nadzieję, że następne rozdziały również ci się spodobają ;)
Od razu dodaję 3. rozdział, a co mi tam!
See ya!
Czy tego Szatana wzięłaś z gazetki bravo .______.
OdpowiedzUsuń