niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział V - kontynuacja
Okay, wyszedł mi trochę długi i drastyczny. ale powinno być dobrze. Został zbetowany ;) Miłego czytania :D



 Podszedł jeszcze bliżej. Uniósł jej podbródek. Prawie nie było widać jej policzków spod plam tuszu do rzęs. Skrzywił się z niesmakiem. Nie wyglądała pięknie. Nie lubił kobiet. Wtedy liczyła się tylko Helena. Wciąż o niej myślał. Patrząc na tę dziewczynę jednocześnie zastanawiał się, jak będzie wyglądać jego przyszłość, gdy już zabije tysiąc osób. Jedno z licznych pytań uderzyło nim jak piorun – gdzie on będzie spał? Co będzie jadł? Czy będzie miał jakąś kwaterę? Jak mógł nie pomyśleć o tym wcześniej?
 Dobra, nie był to czas na rozmyślania. Ta panienka mogła mu czmychnąć. Chciał ją po prostu chlasnąć po krtani, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Jeśli miał zamordować dla Heleny, musiał to zrobić porządnie. Tak jak bardzo ją kocha, tak musi się przyłożyć.
 Zdziwił go fakt, że dziewczyna nie ucieka, przecież jej nie trzymał. Może ona tego chciała? Przybliżył lekko twarz do jej ust,  po czym szybko się odsunął. Miała w żyłach chyba 2 promile czystej wódki, co można było wyczuć stojąc nawet 2 metry dalej. Skrzywił się. Ona mimo wszystko widziała w nim pięknego mężczyznę. Dziwnie na nią działał. Zawsze marzyła o wysokim, przystojnym mężu, który będzie nosił ją na ramionach, będzie o nią dbał, będzie ją całował każdego ranka kładąc na jej kolanach talerz z dwoma tostami z masłem po obu stronach. Rozpłynęła się w jego czerwonych oczach i… zasnęła.
 Oooo, miał pole do popisu. Dziewczyna po zaśnięciu odwiesiła głowę do tyłu, ukazując dorodną szyję. Gerard poczuł adrenalinę, poczuł, że może wszystko. Był panem całego świata. Wszyscy kłanialiby się przed jego obliczem, a on zabiłby każdego z nich. Wtedy Helena na pewno byłaby jego i tylko jego. Takim pakietem dusz nawet Diabeł by nie pogardził.
 Przybliżył lekko swoją twarz do jej ust ignorując odpychający zapach alkoholu. Spała. Chrapiąc, otworzyła usta i wywaliła jęzor. To był jej dziwny zwyczaj. Dlatego nigdy nie lubiła piżamowych imprez. Jednego feralnego wieczoru, gdy miała 14 lat, fałszywe przyjaciółki strzeliły jej zdjęcie gdy spała z językiem na wierzchu i publikowały, gdzie się tylko dało. Bardzo to przeżyła i wylądowała z żyletką. Blizny zostały na zawsze. Nawet w tej chwili, gdy wampir przygotowywał ją do śmierci, czuła piekący ból w nadgarstku.
 Zamknął oczy i połączył ich usta. Nic do niej nie czuł. Nie zdradzał Heleny. To nie był pocałunek. On tylko chciał dostać się do jej ust, żeby…
 Poczuła rozdzierający ból. Jakieś dwa gwoździe wbiły się w jej język, boleśnie go dziurawiąc i rozrywając na strzępy. Pozwoliła krwi wypłynąć z ust. Natychmiast otworzyła szeroko oczy pełne bólu. To nie były gwoździe. To były kły. Uczucie, którym darzyła nieznajomego mężczyznę wygasło w ciągu milisekundy. Bo jak mogła kochać kogoś, kto właśnie wyszarpuje język z jej własnych ust?
 Wyrzucił kawał jej języka w trawę głośno się śmiejąc i rozkoszując się smakiem krwi. A do tego jeszcze te krzyki… Otworzył szeroko usta wpijając je w szyję swojej ofiary, dziko przy tym warcząc. Był bestią, która chciała więcej i więcej… Wciąż odrywał się od jej szyi i wpijał ponownie. Okay, starczy. Najważniejsze jest to, by przestać w odpowiednim momencie, ponieważ ofiara umarłaby za szybko. Chwycił za tasak. Pogłaskał dłonią jej twarz, ścierając wypływającą z ust krew. Przyłożył ostrze do jej policzka i lekko je przesunął, kierując się w stronę powieki. Gdy do niej dotarł, zmienił taktykę. Chciał słyszeć dzikie wrzaski, a nie syknięcia, które w tej chwili słyszał od dziewczyny. Uderzył ją mocno z otwartej dłoni, ale nic się nie zmieniło. W tej chwili pociągnął tasakiem bardziej stanowczo i boleśnie niż subtelnie i delikatnie, otwierając jej twarz. Oddzielał płaty skóry od mięsa, by ujrzeć chociaż kawałek jej czaszki. Jego kaprys się spełnił. Ofiara próbowała nie krzyczeć, zdemotywować go jakoś, ale wtedy nadchodziły kolejne porcje bólu i po prostu musiała wołać o pomoc lub chociażby śmierć. Modliła się cicho szlochając. Chciała umrzeć i chociaż prawie nie miała już twarzy, nie mogła się śmiertelnie wykrwawić. Była delikatną i przewrażliwioną dziewczyną, mdlejącą na widok krwi ( jednak teraz omdlenie na złość nie nadchodziło). W ciągu całego swojego życia straciła bardzo mało krwi. Może dlatego nie mogła się wykrwawić teraz, gdy jest torturowana? Podniosła lekko dłoń, gdy Gerard przestał się powstrzymywać i zajmował się ponownie jej szyją.
Znasz to uczucie, gdy możesz dotknąć swojej własnej czaszki?
***
Pisząc to, słuchałam cały czas "Our lady of sorrows" może dlatego jest taki, hm... ostry? Jak tylko skończę VI, to dam . piszcie co myślicie, bo to chyba na razie mój ulubiony rozdział :D

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział V.
Jednak dzisiaj dodaje V. rozdział. został on wcześniej przedstawiony kilku betom, więc powinno być już lepiej. 
 Kolejny krzyk z głębi lasu ponownie potrząsnął niebijącym sercem Gerarda  Way ’a. Głęboko odetchnął, by pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości. Na wszelki wypadek uszczypnął się kilka razy, ale to nie był sen. Chwilę potem bezszelestnie biegł przez las. Wrzaski stawały się coraz donośniejsze. Ukrył się za jednym z drzew, by chociaż trochę przyjrzeć się całej sytuacji.
 Jakiś dziwnie zataczający się mężczyzna przytrzymywał za rękę dziewczynę, na oko Gerarda 15, może 16-letnią. Miała minispódniczkę i przykrótką bluzkę. Od razu wiadomo było, co zamierzają zrobić. O, no nie. Gerard nie zamierzał się temu przyglądać. Nie wiedział, czy dziewczyna zgadza się na to wszystko, czy może ją upito… W każdym razie Gerard wyjął cicho tasak widząc, jak oni zaczynają się „bawić” . Odwrócił z niesmakiem wzrok, by odczekać chwilę, aż padną i zasną na ziemi. Odgłosy i okrzyki były tak okropne, że zakrył uszy, osunął się po pniu i czekał, nie wiadomo jak długo.
 Jednak oni nie przestawali. Gerard mimowolnie wszystko słyszał. Otworzył wściekle czerwone, opętane oczy, wstał , wyszedł zza drzewa i z potwornym krzykiem rzucił tasakiem w pijaczynę.
-Łał,  co za cel ! – wykrzyknął zachwycony Gerard patrząc, jak jego pierwsza ofiara pada na ziemię z oderwaną głową, rozpryskując fontannę krwi. Podszedł do niego jak gdyby nigdy nic, nie zważając na stojącą obok, piszczącą dziewczynę.  Wyjął tasak z głowy pijaka i popatrzył na dziewczynę spode łba. Zdążyła jeszcze wyszlochać :
-Mój czas nadszedł. Pozwól mi się pomodlić.
-Po co?
Powoli stawiał kroki w jej kierunku. Stała jak wryta. Mogłaby próbować uciec, ale nogi miała jak z waty. Jego spojrzenie obiecywało horror, który właśnie miał się rozpocząć. To nie był już ten sam Gerard. Był to wysłannik piekieł, to mu wystarczyło, by oszaleć. Jarał go widok świeżej krwi, a ponieważ nie miał piły czy pistoletu, ale ostrze tasaka, mógł się zabawić. Nie zamierzał kneblować jej ust. Chciał to usłyszeć. Chciał słuchać rozpaczliwych, daremnych wołań o pomoc. Upadła na kolana. Błagała. Płakała, ale to go tylko rajcowało. Czy Gerard Way stał się sadystą?
***
Ok, nie bedę spoilerować, ale będzie rozdział V i pół. tzn druga część V rozdziału. znowu mi wyszedł krótki ale nie mogłam się doczekać, żeby go dodać :3 nie wiem tak szczerze kiedy bedzie nastepna czesc.
See ya!

piątek, 26 kwietnia 2013

Przepraszam ...
...ale jednak następną serię rozdziałów dodam trochę później niż jutro. Coraz więcej osób skarży mi się pod rozdziałem III. Teraz jak go czytam po raz trzydziesty, rzeczywiście widzę, że chyba jest coś nie tak. 
Więc napiszę kilka dłuższych rozdziałów i pokażę kilku betom, ewentualnie poprawię, dopiero potem wstawię. W moim czarnym, małym sercu jest cichutki płomyczek nadziei na pozytywniejsze wrażenie i komentarze.
Trzymajcie się ciepło!
ImaGinAry.
PS: Dziękuję za szczere opinie. Jak to mówią, krytyka powinna wzmacniać ;) !

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział IV.

 Ku własnemu zdumieniu Gerard nie czuł się w żadnym stopniu winny. Pocałował innego mężczyznę. Zdradził Helenę. Ale jego to nie obchodziło. Przecież był w piekle. Był złym człowiekiem. Tacy, którzy trafiali do piekła nie mieli sumienia. Nie mieli serca. Jego serce zostało w jego martwym ciele, które zapewne wciąż leżało w tym lesie. Już nie biło.
 Zmierzał żółwim tempem do miejsca, w którym rozmawiał z Diabłem, który tam oczywiście był. Zmierzył nadchodzącego Gerarda wzrokiem, który na jego ofiarę już nie działał. Te kilka godzin w piekle go wzmocniły. Gerard skinął tylko głową. Szatan domyślił się, że Gerard podjął się zadania. Dostarczy mu 1000 przeklętych dusz. Gerard zaśmiał się złowieszczo, co mocno zdziwiło Lucyfera. Jego śmiech rozpływał się w powietrzu, a Gerard powoli tracił świadomość…
***
Rozdział IV - kontynuacja


 Nie wiedział, ile minęło czasu, odkąd zemdlał. Kilka sekund? Minut? Godzin? W ręku czuł chłód pistoletu od Mikey’a , a w drugiej dłoni wciąż była ręka jego ukochanej. Przypomniał sobie wszystko. Szybko wstał, nie mogąc uwierzyć, że w ogóle tu jest. Pomacał czoło. Było całkowicie gładkie. Spojrzał na nadgarstki. Nieskazitelne. Ocucił go krzyk z daleka. Sięgnął do kieszeni marynarki. Tasak. No tak, od czegoś trzeba zacząć. Jeszcze zanim pobiegł w głąb lasu, ukucnął przy skinie. Pomacał jego czoło, na którym widniała ogromna dziura. Teraz jego dłoń była cała we krwi. Zaśmiał się tym swoim złowieszczym śmiechem i polizał rękę.
-Aaaaargh!!- wrzasnął. Miał teraz całą obdrapaną dłoń. Przejechał językiem po zębach.
-No chyba nie...
Spojrzał w jeziorko, które było tak czyste, że w jego odbiciu można było dostrzec nawet kolory. I wtedy Gerard ujrzał kolor swoich oczu..
-No chyba k*rwa nie...!!!
***
Cholera, znowu wyszedł mi jakiś krótki.. ale przed następnym zrobię małą przerwę. w ciągu dwóch dni dodałam 5 wpisów. No dobra . 
Następny rozdział dam za 2 dni ale jestem złowieszcza...MUAHAHAHAHA
See ya ;D





Rozdział 3.
Czeeeść, tym razem jest trochę krócej, ale za to pojawia się Frerardowy elemencik :3 
***
Czy Gerard Way mógłby zabić tysiąc osób? Czy Diabeł go nie okłamie? Czy pozwoli mu spotkać się z ukochaną?- Miliony pytań huczało mu w głowie, ale on nie mógł się na niczym skupić. Spacerując po Piekle, dostrzegł innego człowieka. Siedział oparty o brudny mur. Gerard podbiegł do niego. Nie wyglądał jak zwyczajny mężczyzna. Większość głowy miał gładko wygoloną, tylko jeden duży kosmyk czarnych włosów zasłaniał mu oczy. Miał czarne spodnie i kamizelkę kuloodporną założoną na białą koszulę  z czerwonym krawatem. Spał. Nie wiedzieć czemu, Gerard poczuł się jak złośliwiec. O, nie. W tym miejscu tak spokojnie spać nie można. Przykucnął przy nim i zaczął nim mocno potrząsać. Ten, obudzony, zaczął krzyczeć. Wołał jakieś duchy, stworzenia, imiona… W jednej chwili Gerard pożałował tego, co zrobił. Facet krzyczał strasznie głośno. Ostatnio wiele rzeczy się wydarzyło, więc Gerard mógł sobie na wiele pozwolić. Szybko połączył ich usta w pocałunku. Nieznajomy przestał krzyczeć. Gdy Gerard się odsunął, ten przybliżył się do niego i pocałował jeszcze raz. Wtedy Gee już wiedział, że powinien podjąć się zadania, które powierzył mu Szatan. Nieznajomy zaczął rozmowę :
- Jak Ci na imię, co tu robisz i czemu mnie k*rwa całujesz? – ale Gerard tylko uśmiechnął się złowieszczo i usiadł obok niego.
-Jestem Frank. Iero. – Facet o imieniu Frank powinien mu podać rękę, ale zamiast tego przytulił się do Gerarda. Bardzo mu się to spodobało. Pocałował go jeszcze raz i odszedł, zostawiając Franka samego pod tym murem.  Ale Frank się nie bał, bo zaraz znowu zasnął.
***
Od razu piszę 4. rozdział . Może dodam go dzisiaj, ale głowy nie dam.
AAAA!!! pojawia się nowy bohater :3 Oto on :
Możecie mieć cichą nadzieję, że się jeszcze pojawi...
See ya!
Rozdział 2.

 Ocknął się. Ale nie był w tym lesie. Nad swoją głową widział tylko jakieś opary. Wszędzie było ciemno. Powoli wstał , nerwowo się rozglądając. To nie była Ziemia. Wiedział, że umarł. Gerard Way trafił do Piekła.
  Zaczął nawoływać, nie wiadomo do końca, co. W końcu zawołał „Helena!”  i jakiś wielki obłok przeleciał obok niego. Cała ta sytuacja zaczęła go denerwować. Gdy zaczęła się w nim ponownie piętrzyć złość, usłyszał w sobie jakieś nienawistne głosy. Nie słyszał ich na własne uszy, ale gdzieś tam w środku czuł coś dziwnego. Od razu wiedział, czyj to głos. Przymrużył z nienawiści oczy. Zawsze go nienawidził. Szatan. Gdy tylko słyszał to słowo, przychodziły mdłości i dreszcze. Miał smutną świadomość, że nie ma tu jego ukochanej, o nie. Ona była zbyt dobra. Trafiła do Nieba. Czuł to.  Padł na kolana przed oparami, błagając o litość i spuścił głowę, łkając żałośnie. Szatan, widząc jego cierpienie, zaśmiał się dziko. Ten śmiech przeszył serce Gerarda niewyobrażalnym bólem. Czuł się tak , jakby tysiące szpilek przewiercało mu wnętrzności. Przestał płakać. Usiadł po turecku, ocierając łzy, ocierając łzy.
 Zobaczył go. Zobaczył Szatana. Był zupełnie inny niż ten, którego pokazują w programach naukowych czy podręcznikach do religii. Był człowiekiem w płaszczu i ciemnym kapturze. Wyglądał jak włóczęga z horroru. Dawał po prostu do zrozumienia, że jest tym, kim jest, a jego głos sprawiał, że człowiek od razu miewał myśli samobójcze.  Powitał Gerarda  „ciepło”, otwierając ramiona i zapraszając do uścisku, jednak ta kultura nie została odwzajemniona. Gerard wciąż siedział po turecku i patrzył na niego piorunującym wzrokiem. Szatan pogłaskał go po głowie i szepnął, że może mu pomóc.
-Jak?! Jak, do cholery?! – Gerard tracił panowanie nad sobą, zerwał się z podłoża i już podnosił rękę, gdy przed oczami zobaczył Helenę. Zastygnął w bezruchu. Widział ją, leżącą na trawie w tym przeklętym lesie, martwą. Znów poczuł napływające łzy. Ale nagle Helena się poruszyła. Wstała z uśmiechem i w żółwim tempie stawiała kroki w jego kierunku. W jednej chwili uświadomił sobie, że to tylko wizja, że to wybryki Szatana, który cieszył się cierpieniem Gerarda jak dziecko. W końcu zdarzył się cud: Szatan uklęknął przy swoim męczenniku,  przeczesując dłonią jego kruczoczarne, półdługie włosy.
-Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia. – Po tych słowach w głowie Gerarda rodziło się tysiące myśli, pytań, nadziei…
-Będziesz mógł połączyć się z ukochaną… - westchnął, mówiąc to niby od niechcenia, jednak on sam także miał pewne zamiary.
-…jeśli dostarczysz mi tysiąc przeklętych dusz…. –Nie, nie przejęzyczył się. Sam miał problemy w piekle. Coraz więcej dusz się nawracało na tę dobrą stronę. Nudziło mu się, brakowało mu użerania się ze złośliwcami. Gerard wstał gwałtownie. Wytrzeszczył oczy. W pierwszej chwili już miał krzyknąć :”TAK, TAK, COKOLWIEK ZECHCESZ!!!”, ale się powstrzymał. Co chwilę otwierał usta i zamykał, jednak nie potrafił dobrać odpowiednich słów. Jedyne, co zdołał wykrztusić, to „Pomyślę”, powiedział mu to patrząc na niego dumnym wzrokiem i tak samo dumnym krokiem odszedł w głąb Piekła, by się zastanowić.
***
Podziękowania chcę złożyć tym samym osobom, co poprzednio :)
A, i witam nowego czytelnika :D BloodyAnisa, mam nadzieję, że następne rozdziały również ci się spodobają ;)
Od razu dodaję 3. rozdział, a co mi tam!
See ya!

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 1. 

 Planowali ślub. Gerard zaręczył się Helenie w wymarłym lesie. To było takie romantyczne. Spacerowali ze świecą skradzioną z kościoła. Pełnia księżyca i płomyczek ze świecy oświetlali im drogę . Karaluchy łaziły im po butach, ale ich to nie obchodziło.  Byli zbyt zajęci sobą. Gdy doszli do krystalicznie czystego jeziorka odbijającego blask księżyca, Gerard uklęknął przed Heleną. Wytrzeszczyła oczy. On patrzył na nią smutnym wzrokiem. Naprawdę się bała, ale widząc jego napływający, szczęśliwy uśmiech, znów poczuła jak szklą jej się oczy. Wsadził rękę do kieszeni, a drugą chwycił dłoń ukochanej. Helena zamarła , widząc jak Gerard powoli nasuwa na jej palec pierścionek z ciemnym diamentem. Jedna, jedyna łza spłynęła jej z oka, rozmazując eyeliner i milisekundę później usłyszała… pęknięcie gałązki.
- Ktoś tu jest – szepnęła, ale Gerard nie wiedział, o co chodzi. Uśmiech spełzał mu z ust. Wstał gwałtownie, widząc ciemną postać wyłaniającą się zza drzew. W ręku tajemniczy mężczyzna trzymał nóż. Był to skin. Dawała o tym znać ogolona na łyso głowa i skórzana kurtka motocyklowa. Patrzył na nich znudzonym wzrokiem. Podszedł do Heleny. Ta patrzyła na niego z nienaturalnie wybałuszonymi oczami. Pogłaskał jej policzek nie zwracając uwagi na stojącego obok i kipiącego złością Gerarda. Obaj wiedzieli, że ten skin to stary „znajomy” Heleny, która była kiedyś skinem. Dopiero po poznaniu Gerarda stała się bardziej mroczna. Skin był o nią chorobliwie zazdrosny. Podpatrzył scenę z zaręczynami i to go znokautowało. Z delikatnego głaskania po policzku skin przeszedł w mocny chwyt za włosy. Szybko wpił swoje usta w jej wargi. Teraz Gerard nie mógł tylko patrzeć, musiał działać. Chwycił swój pistolet. Dostał go od młodszego brata, podczas jedynej awantury w ich życiu. Mikey, bo tak się on nazywał, rzucił w niego pistoletem mówiąc, że nie chce go znać i żeby się zabił. Wtedy Gerard widział go ostatni raz. Bardzo za nim tęsknił.
 Chwycił za swój pistolet, wciąż przypominał mu Mikey ’a. Wycelował. Skin, słysząc odbezpieczaną broń, oderwał się szybko od kobiety i rzucił na twardą ziemię. Szybki strzał wymierzony przez Gerarda nie trafił tam, gdzie powinien. Przez szybki unik skina czoło Heleny wzbogaciło się o dużą dziurę. Skin zakrył uszy, słysząc dziki wrzask Gerarda. To nie był zwyczajny krzyk. Uniósł się on w powietrzu z siłą rozpędzonego samochodu sportowego. Był to krzyk przechodzący w głęboki szloch. Obłąkany mężczyzna runął na ziemię przytulając martwą kobietę i pozwalając, by wielkie łzy spływały po jego obłąkanej twarzy zostawiając paskudnie duże ślady eyelinera, Poczuł w sobie jakąś siłę. Piekielną siłę.
 Gerard rzucił się na skina z pięściami. Nikt, nigdy nie był aż tak wściekły. Jego oczy rozbłysły czerwienią. Poczuł, jak piekielna moc wypełnia go od środka.  Wciąż nieprawdopodobnie krzyczał , mieszając złość z łzami. Sięgnął do ręki wroga. Chcąc zabrać mu wciąż trzymany przez niego nóż, poczuł płaskie ostrze przejeżdżające po jego nadgarstku. Już po chwili wyższy od niego skin trzymał go za dłoń. Był od niego dużo silniejszy i chociaż Gerard się miotał, płakał, przeklinał i szczerzył do niego zęby, nie mógł się uwolnić. Nieprzyjaciel chwycił ostrze mocniej i przejechał po nadgarstku Gerarda ponownie. Tym razem mocniej i stanowczo. Jego ofiara syczała i krzyczała z bólu, co go jeszcze bardziej rajcowało. Gerard ostatkiem sił chwycił pistolet. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów, więc błyskawicznie objął szyję  napastnika i oddał dwa strzały w tył jego głowy. Niestety obie kule przeleciały na wylot i trafiły Gerarda prosto w czoło. Obaj padli. Dłoń Gerarda upadła tuż obok dłoni martwej, leżącej obok Heleny. Gdy Gerard zamykał umierające oczy, dostrzegł jeszcze jej twarz . Taką chłodną .Taką piękną.  Właśnie ją stracił. Zamknął oczy, by nigdy więcej ich nie otworzyć. Czy aby na pewno?
*** 
2. rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Mile widziane komentarze :)  A tak wygląda nasz bohater :


Takie ma mieć ubranie, takie włosy i taką twarz :D .
A i chciałabym jeszcze podziękować kilku osobom, za pozwoleniem ;)
Martensowi i Boro - za stałe czuwanie przy mnie. Mam nadzieję, że kiedyś to przeczytacie :*
Alicji "Jednorożcowi" - za zainspirowanie mnie ogólnie. Zawsze mogłam na Cb liczyć :*
Agacie i Ance - Za pomoc w tworzeniu ogólnie tego, czym jest "blog". Bardzo mi pomogłyście, naprawdę :P :*
See ya!
Prolog

 Noc. Gwieździsta noc.. Stoją naprzeciwko siebie. On i ona. Panuje zupełna cisza. Jedynym słyszalnym wtedy dźwiękiem był koncert świerszczy, który w końcu również ucichł. Stoją. Patrzą sobie głęboko w oczy. On coś czuje. Czuje, że za niedługi czas wydarzy się jakaś tragedia. Ona patrzy w jego ciemne oczy. Było ciemno, ale trzymała w ręce świecę, wszystko widziała. Podmuch jej cichego oddechu przygasił płomyczek. Widząc jego smutną twarz, nie wytrzymała. Odstawiła ogarek na trawie i ze łzami w oczach podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona. On także czuł łzy, jednak nie chciał, by spłynęły po jego bladych policzkach. Zacisnął tylko oczy i pozwolił, by jego ukochana moczyła mu marynarkę słonymi łzami. Trwali tak przez jakiś czas nic nie mówiąc. W końcu on lekko się odsunął. Spojrzał na nią jeszcze raz tym smutnym wzrokiem i ponownie przytulił, tym razem krócej. Odeszli w ciemność, trzymając się za ręce.
****
Zaraz dodam 1. rozdział. Mam nadzieję, że ten Prolog Was chociaż trochę zachęci do dalszego czytania :D 

NOTA WSTĘPNA

Alright, nie będę zanudzać, i tak każdy wie, o co mi chodzi w tym witaniu więc... 

Mam cichutką nadzieję na jakieś komentarze ....? :3

Ale jest tak :
a)Jest to blog o niektórych członkach zespołu My Chemical Romance.
b)Mogą się pojawić elementy satanistyczne
c)Istnieje duża możliwość pojawienia się wątków homoseksualnych , chociaż pewności jeszcze nie mam.
d) Niektórzy żołnierze MCRmy mogą nie zrozumieć sensu tego bloga. Pozwólcie mi krótko wyjaśnić.
Napis z płyty MCR" Three Cheers For Sweet Revenge" brzmi "THE STORY OF A MAN, A WOMAN, AND THE CORPSES OF A THOUSAND EVIL MEN" . Jeśli chcesz zrozumieć więcej , zapraszam tu http://www.lyricinterpretations.com/My-Chemical-Romance/I-Never-Told-You-What-I-Do-For-A-Living- (ale ostrzegam, że po angielsku !)

No, to chyba na tyle
Miłego czytania :)
XOXO