Tymczasem w Piekle
Frank Iero wciąż siedział oparty o mur. Myślał o pocałunku z nieznajomym mężczyzną. Nie wiedział, że ten właśnie mężczyzna chodzi sobie teraz po Ziemi i pochłania wnętrzności jakiejś d*iwki. Frank wciąż był w Piekle i nie chciał tego zmieniać. Nie chciało mu się już spać. Wciąż czując zapach i smak chłopaka, postanowił go poszukać.
Frank Iero wciąż siedział oparty o mur. Myślał o pocałunku z nieznajomym mężczyzną. Nie wiedział, że ten właśnie mężczyzna chodzi sobie teraz po Ziemi i pochłania wnętrzności jakiejś d*iwki. Frank wciąż był w Piekle i nie chciał tego zmieniać. Nie chciało mu się już spać. Wciąż czując zapach i smak chłopaka, postanowił go poszukać.
Na próżno. Przetrząsnął prawie całe Piekło,
ale nieznajomego nigdzie nie było. Wywiało go. Frank był nim strasznie
zaintrygowany i poszedł do Diabła. Dosłownie.
Wrócił po jakimś czasie pod swój ukochany mur,
osunął się po nim i schował twarz w dłoniach. Frank Iero płakał. Zakochał się.
Chciał więcej. Chciał poczuć to jeszcze raz. Właśnie dowiedział się, że jego
ukochany wrócił na Ziemię. Nie wiadomo, kiedy znów stanie u bram Piekieł. To
było rozstanie na wieki. Nie tak jak w marnych, śmiertelnych romansach, gdzie
jeden z kochanków przeprowadza się do innego miasta i koniec znajomości. To
była różnica światów. Diabeł powiedział mu tylko tyle.
Frank był jedyny w Piekle, któremu Diabeł nie
odebrał uczuć. Wszyscy inni zostali pozbawieni emocji i nic nie czuli. Tylko
jeden, nieszczęsny Frank musi męczyć się sam ze sobą. Diabeł go nie lubił,
głównie przez jego imię. Chciał wziąć go do siebie, by móc oglądać jego
cierpienie. Oszukał Boga i przywłaszczył sobie duszę Franka. Wylewane przez męczennika
łzy cieszyły go coraz bardziej, wypalając wrzeszczącemu Frankowi policzki.
Wyrywał włosy z tęsknoty za facetem z obłędem w oczach. Pamiętał jego zapach,
który mimo oparów wokół dał się wyczuć. Specyficzny zapach krwi. Frank
przeklinał we wszystkich językach świata. Nie był homoseksualistą przed
śmiercią. Dopiero ten pocałunek dał mu do myślenia. Długo walczył z samym sobą,
aż doszedł do wniosku, że chce więcej.
On sam zginął haniebną śmiercią- został
napadnięty przez dresiarzy. Feralnej nocy spacerował, rozkoszując się ciemnym
niebem i koncertem świerszczy, gdy poczuł, jak jakiś zakapturzony chłopak
chwyta go za grzywę i uderza z całej
siły w twarz, pozbawiając Franka przytomności. Ocknął się w nieznajomej mu
piwnicy. Po chwili spostrzegł, że nie jest sam. Z ciemności
zaczęła wyłaniać się postać. Był to mężczyzna. Wyjątkowo obleśny, wyglądem
budzący lęk i niepokój. Cały ubrany był na czarno. Mimo, że kolor ten zwykle
maskował brud, Frank widział niezwykle wyraźnie najróżniejsze plamy, świadczące
o tym, że facet od dawna nie zmieniał ubrania. Jego twarz była blada, oszpecona
paskudną blizną. W dodatku ten okropny odór, który czuć było od niego zapewne
na kilometr... Frank skrzywił się z niesmakiem. Nieznajomy uśmiechnął się na
ten widok, po czym podszedł do chłopaka i przyklęknął. Następnie zaczął robić
coś, czego Iero nigdy by się nie spodziewał. Zaczął go rozbierać. Oczy
rozszerzyły mu się z przerażenia. Począł miotać się na wszystkie strony, ale,
gdy poczuł na nadgarstkach i kostkach bolesny ucisk więzów zrozumiał, że jest
bezsilny. Nigdy wcześniej nie płakał. Teraz jednak łzy same spłynęły mu po
policzkach. Mężczyzna zaśmiał się. Całe pomieszczenie napełniło się tym
dźwiękiem. Odbiło się od ścian, rozbrzmiewając grozą i okrucieństwem. Po chwili
Frank był już nagi. Próbował czymś się osłonić, lecz jego starania zakończyły
się fiaskiem. Poczuł, że cały spłonął rumieńcem wstydu. Nie mógł zostać
bardziej upokorzony. Nieznajomy ucałował Iero w zagłębienie w szyi, po czym
wyjął nóż. Ostrze było pokryte zaschniętą krwią. Frank wiedział, że to już
koniec. Przegapił nawet moment, gdy facet się zamachnął. Poczuł po prostu
zimno, które w zastraszającym tempie rozeszło się po całym jego ciele. Powoli
osunął się w ciemność.
Jego ciało porzucono w lesie i chociaż Frank
nie żył już od dawna, trup leżał tam nadal.
Diabeł szydził sobie z
Franka. Te krzyki były niczym puchowa poduszka dla jego głowy.
-Powinieneś założyć
zespół, wiesz?- zażartował, kucając tego wieczoru przy ofierze. Nie zakrywał
uszu. Chciał, by każdy krzyk dokładnie przeszył jego umysł. Diabeł głaskał
skulonego więźnia po głowie udając współczucie i zabijając wszelkie nadzieje.
Kontynuował:
-Twój głos, albo krzyk,
jak wolisz, powinna usłyszeć cała Kraina Żywych. Zbiłbyś na tym fortunę. Ale
potem popełniłbyś pewnie samobójstwo i wróciłbyś tutaj do mnie. A wtedy
krzyczałbyś jeszcze głośniej. Chociaż głośniej już się chyba nie da… Frankie…
Dręczył go długo. Z każdym jego słowem,
śmierdzącym oddechem, szczęknięciem spleśniałych zębów, czy mlaśnięciem długiego,
wężowego języka Iero czuł się gorzej, krzyczał jeszcze głośniej. Szatan, mimo
rosnącej rozkoszy, wstał. Przestawało mu się to podobać, gdy nieszczęśnik
dostał poważnej chrypy.
- Wrócę do Ciebie za
kilka godzin, ścierwo. Śpij, rybko. Oszczędzaj siły na kolejne przedstawienie,
bo tym razem będzie jeszcze ciekawiej.
Diabeł wsunął kościsty palec do ust i possał
głośno, dając Frankowi do zrozumienia, co ich czeka. Iero mocno wytrzeszczył
przestraszone oczy i schował twarz. Nie zniesie tego. Musi się stąd wydostać.
Jeśli mężczyźnie, którego kochał udało się, to czemu Frankowi miałoby się nie
powieść równie dobrze?
***
po prawie miesiecznej przerwie daje :3 nastepny powinien byc szybko bo mam pewien zapas :)
W tym miejscu chce cieplo podziekowac Zuzi!
Zuziu/ Zuzio , Twój fragment o śmierci Franka powalił mnie na kolana :D
I rówież Boro/panu Krabowi/nieokreslonemu psychopacie za zbetowanie i wgl bycie przy mnie :* :* Jen Cu Yeh <3
Daję moje ulubione zdjecia naszego dzisiejszego bohatera Franka :> See ya!


