Okay, po dosyć długiej przerwie dodaję dwa rozdziały. [ Drugi dodam jak tylko na komputer przepiszę ]
A po ostatnich przeżyciach daję wam teraz coś nudnego :P
***
Gerard oderwał się od jej szyi i
chwycił za nadgarstki.
-Podoba Ci się, co ? – wybulgotał. Usta miał przepełnione krwią. Jego
ofiara nie była w dostatecznym stanie, by
powiedzieć cokolwiek sensownego. Mogła tylko krzyczeć i błagać o litość.
Wampir wbił kły w jej nadgarstki pozbawiając dziewczynę życia. Gdy ta wydawała
ostatnie tchnienie, Gerard wstał zrezygnowany i kopnął ją w nos. Usiadł przy
drzewie. Teraz mógł normalnie myśleć. Doszedł do wniosku, że najważniejszą kwestią w obecnej sytuacji
nie jest kwatera czy wyżywienie, ale narzędzie pracy i miejsce przechowywania
trupów. Jeśli chodziło o kwaterę, było w porządku. Nikt nie wiedział o
nieszczęsnym incydencie w lesie. Trochę tak, jakby Gerard wciąż żył. A nawet,
jakby komuś opowiedział o wizycie w Piekle, nie byłoby to w żadnym stopniu
możliwe, by mu ktoś uwierzył. A miejscem przechowywania trupów mógłby być
trawnik Way’a . Miał duży dom z jeszcze większym ogrodem, który dotąd był
zwykłym, nic nie znaczącym kawałkiem trawy. Nie postawiono tam grilla, huśtawki
czy nawet krzesła. Jakby tak głęboko kopać to i 1000 trupów się zmieści. Ale
jeszcze nie teraz. Chwycił martwą dziewczynę za nogę i przeczołgał ją do
miejscu w którym sam zginął. Próbował nie patrzeć na leżącego obok trupa jego
narzeczonej. Nie chciał znów płakać. Ostatnimi czasy zbyt często dawał ponieść
się emocjom. Rzucił ofiarę gdzieś daleko i usiadł przy Helenie. Głaszcząc jej
zimny policzek, do głowy Gee powracało coraz więcej wspomnień. Tych dobrych i
tych złych. Rozpamiętywał ten śliczny uśmiech, który ujrzał na twarzy Heleny po
nałożeniu pierścionka na jej palec. Jednak chwilę potem prawie nic nie
pamiętał. Wspomnienie po prostu się rozpłynęło. Zastąpiła je furia, którą czuł
bijąc daremnie skina. Pamiętał ten ból, który poczuł, gdy skin przejeżdżał
nożem po jego nadgarstkach. Ale to nie było jedynym złym wspomnieniem. W głowie
zaświtała mu inna scena.
Wrócił do rzeczywistości.
Urządził samotną burzę mózgów, by przypomnieć sobie chociaż jedną szczęśliwą scenę.
Ooo, nie. Diabeł, odsyłając go na Ziemię zadbał o to, co Gerard powinien mieć w
głowie.
Rozwścieczony Way wyjął tasak i
rzucił się z nim na leżącą kilka metrów dalej martwą dziewczynę. Zachowywał się
jak opętany, którym zresztą był. Ciachał jej głowę na coraz mniejsze
kawałeczki. Z każdym chwytem ślina kapała mu z ust jak wściekłemu psu, a
nienormalny, głośny śmiech rozpływał się w powietrzu. Widząc wypływający mózg,
nie skrzywił się z niesmakiem. Wesoło się uśmiechnął, liżąc fioletową papę
wnętrzności niczym sorbet.
**
Rozdział VI- kontynuacja
Najedzony –różnymi rzeczami-
wracał do domu. Zostawił trupy w lesie. Nie chciał kłopotów. Zaczynało świtać.
Gerard nie wiedział, czy jest nieśmiertelny. Wolał tego teraz nie sprawdzać i
przyśpieszył kroku. Mijał wielu ludzi. Był żądny krwi. Widząc jedną skąpo
ubraną dziewczynę, prawdopodobnie wracającą z „pracy”, obejrzał się za jej
długą szyją. Chyba to zauważyła, bo podeszła do niego i ni stąd, ni z owąd zaczęła gładzić jego plecy. Way nie zamierzał
tracić czasu na takie coś. Odwrócił głowę, by się upewnić, czy nikt nie idzie.
Gdy ona pozwalała sobie na coraz więcej, Gerard chwycił swoją broń, delikatnie
objął jej szyję i zaczął jeździć ostrzem po skórze kolejnej ofiary. Czując
spływającą krew, pijana dziewczyna odetchnęła z rozkoszą. Morderca przydusił
ostrze głębiej, by zaraz ujrzeć odciętą głowę u swoich stóp.
Chwilę później, gdy szedł do domu
beztrosko kopiąc głowę prostytutki niczym piłkę, zrobiło mu się okropnie gorąco.
Powietrze zaczynało parzyć. Miał mroczki przed oczami. To nie mogło się tak
skończyć. Nie tak szybko. Nie chciał wracać do Piekła. Chociaż chciałby spotkać
tego dziwnego mężczyznę, Franka czy jak mu tam było, ale NIE CHCIAŁ WRACAĆ DO
PIEKŁA. Za długo bawił się odciętą głową i nawet nie zauważył, że wzeszło
słońce. Padł z bólu na kolana, mocno ciągnąc na włosy. Doczołgał się do jakiejś
restauracji. W miarę normalnie wszedł do lokalu.
- Coś zbiorowego.. mmm…. -
oblizał błyszczące wargi szykując się do zabawy.
***
Uwielbiam Gerarda jako pożeracza wnętrzności :D
Ostrzegam że następny rozdział będzie trochę zboczony soł... :P
PS: Uuuu przepraszam troche za czesto powtarza mi sie slowo : który. postaram sie poprawic :)
PSS: I skoro mowa o Mikey'u była to wstawie jego zdjecie co mi szkodzi :D
Ostrzegam że następny rozdział będzie trochę zboczony soł... :P
PS: Uuuu przepraszam troche za czesto powtarza mi sie slowo : który. postaram sie poprawic :)
PSS: I skoro mowa o Mikey'u była to wstawie jego zdjecie co mi szkodzi :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz