poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział VI.
Okay, po dosyć długiej przerwie dodaję dwa rozdziały. [ Drugi dodam jak tylko na komputer przepiszę ]
A po ostatnich przeżyciach daję wam teraz coś nudnego :P

 ***
Gerard oderwał się od jej szyi i chwycił za nadgarstki.
-Podoba Ci się, co ? – wybulgotał. Usta miał przepełnione krwią. Jego ofiara nie była w dostatecznym stanie, by  powiedzieć cokolwiek sensownego. Mogła tylko krzyczeć i błagać o litość. Wampir wbił kły w jej nadgarstki pozbawiając dziewczynę życia. Gdy ta wydawała ostatnie tchnienie, Gerard wstał zrezygnowany i kopnął ją w nos. Usiadł przy drzewie. Teraz mógł normalnie myśleć. Doszedł do wniosku,  że najważniejszą kwestią w obecnej sytuacji nie jest kwatera czy wyżywienie, ale narzędzie pracy i miejsce przechowywania trupów. Jeśli chodziło o kwaterę, było w porządku. Nikt nie wiedział o nieszczęsnym incydencie w lesie. Trochę tak, jakby Gerard wciąż żył. A nawet, jakby komuś opowiedział o wizycie w Piekle, nie byłoby to w żadnym stopniu możliwe, by mu ktoś uwierzył. A miejscem przechowywania trupów mógłby być trawnik Way’a . Miał duży dom z jeszcze większym ogrodem, który dotąd był zwykłym, nic nie znaczącym kawałkiem trawy. Nie postawiono tam grilla, huśtawki czy nawet krzesła. Jakby tak głęboko kopać to i 1000 trupów się zmieści. Ale jeszcze nie teraz. Chwycił martwą dziewczynę za nogę i przeczołgał ją do miejscu w którym sam zginął. Próbował nie patrzeć na leżącego obok trupa jego narzeczonej. Nie chciał znów płakać. Ostatnimi czasy zbyt często dawał ponieść się emocjom. Rzucił ofiarę gdzieś daleko i usiadł przy Helenie. Głaszcząc jej zimny policzek, do głowy Gee powracało coraz więcej wspomnień. Tych dobrych i tych złych. Rozpamiętywał ten śliczny uśmiech, który ujrzał na twarzy Heleny po nałożeniu pierścionka na jej palec. Jednak chwilę potem prawie nic nie pamiętał. Wspomnienie po prostu się rozpłynęło. Zastąpiła je furia, którą czuł bijąc daremnie skina. Pamiętał ten ból, który poczuł, gdy skin przejeżdżał nożem po jego nadgarstkach. Ale to nie było jedynym złym wspomnieniem. W głowie zaświtała mu inna scena.
 Razem z Heleną siedział w obskurnym mieszkanku. On ćpał. Oddzielał właśnie lusterkiem działkę. Kompletnie pijany, rzekł – Honey, this mirror isn’t big enough for the two of us. Wkurzyła się. Nie lubiła, gdy to robił. Gdy pił czy ćpał. W pośpiechu zabrała kurtkę i wyszła. Pół minuty później Way usłyszał głośny krzyk, pisk opon, a następnie trzask. Po kolejnej minucie sygnał karetki. Ale jego nic go nie obchodziło, był pijany. Nawet gdy odebrał telefon z komunikatem, że jego partnerka została potrącona przez samochód i jedzie do szpitala, nic nie poczuł. Dopiero następnego ranka wytrzeźwiał i dotarła do niego powaga sytuacji. Cały zapłakany skończył z żyletką. Na całe szczęście jakieś 10 minut po pierwszym nacięciu Mikey go znalazł  i Gerard również został przewieziony do szpitala. Razem z Heleną wylizali się z ran po jakichś dwóch miesiącach. Nie pamiętał radości, którą czuł, wychodząc ze szpitala i trzymając ukochaną za rękę.
 Wrócił do rzeczywistości. Urządził samotną burzę mózgów, by przypomnieć sobie chociaż jedną szczęśliwą scenę. Ooo, nie. Diabeł, odsyłając go na Ziemię zadbał o to, co Gerard powinien mieć w głowie.
 Rozwścieczony Way wyjął tasak i rzucił się z nim na leżącą kilka metrów dalej martwą dziewczynę. Zachowywał się jak opętany, którym zresztą był. Ciachał jej głowę na coraz mniejsze kawałeczki. Z każdym chwytem ślina kapała mu z ust jak wściekłemu psu, a nienormalny, głośny śmiech rozpływał się w powietrzu. Widząc wypływający mózg, nie skrzywił się z niesmakiem. Wesoło się uśmiechnął, liżąc fioletową papę wnętrzności niczym sorbet.
**
Rozdział VI- kontynuacja

 Najedzony –różnymi rzeczami- wracał do domu. Zostawił trupy w lesie. Nie chciał kłopotów. Zaczynało świtać. Gerard nie wiedział, czy jest nieśmiertelny. Wolał tego teraz nie sprawdzać i przyśpieszył kroku. Mijał wielu ludzi. Był żądny krwi. Widząc jedną skąpo ubraną dziewczynę, prawdopodobnie wracającą z „pracy”, obejrzał się za jej długą szyją. Chyba to zauważyła, bo podeszła do niego i ni stąd, ni z owąd zaczęła gładzić jego plecy. Way nie zamierzał tracić czasu na takie coś. Odwrócił głowę, by się upewnić, czy nikt nie idzie. Gdy ona pozwalała sobie na coraz więcej, Gerard chwycił swoją broń, delikatnie objął jej szyję i zaczął jeździć ostrzem po skórze kolejnej ofiary. Czując spływającą krew, pijana dziewczyna odetchnęła z rozkoszą. Morderca przydusił ostrze głębiej, by zaraz ujrzeć odciętą głowę u swoich stóp.
 Chwilę później, gdy szedł do domu beztrosko kopiąc głowę prostytutki niczym piłkę, zrobiło mu się okropnie gorąco. Powietrze zaczynało parzyć. Miał mroczki przed oczami. To nie mogło się tak skończyć. Nie tak szybko. Nie chciał wracać do Piekła. Chociaż chciałby spotkać tego dziwnego mężczyznę, Franka czy jak mu tam było, ale NIE CHCIAŁ WRACAĆ DO PIEKŁA. Za długo bawił się odciętą głową i nawet nie zauważył, że wzeszło słońce. Padł z bólu na kolana, mocno ciągnąc na włosy. Doczołgał się do jakiejś restauracji. W miarę normalnie wszedł do lokalu.
- Coś zbiorowego.. mmm…. -  oblizał błyszczące wargi szykując się do zabawy.   

***
Uwielbiam Gerarda jako pożeracza wnętrzności :D
Ostrzegam że następny rozdział będzie trochę zboczony soł... :P
PS: Uuuu przepraszam troche za czesto powtarza mi sie slowo : który. postaram sie poprawic :)
PSS: I skoro mowa o Mikey'u była to wstawie jego zdjecie co mi szkodzi :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz