Czeeeść, tym razem jest trochę krócej, ale za to pojawia się Frerardowy elemencik :3
***
Czy Gerard Way
mógłby zabić tysiąc osób? Czy Diabeł go nie okłamie? Czy pozwoli mu spotkać się
z ukochaną?- Miliony pytań huczało mu w głowie, ale on nie mógł się na niczym
skupić. Spacerując po Piekle, dostrzegł innego człowieka. Siedział oparty o
brudny mur. Gerard podbiegł do niego. Nie wyglądał jak zwyczajny mężczyzna.
Większość głowy miał gładko wygoloną, tylko jeden duży kosmyk czarnych włosów
zasłaniał mu oczy. Miał czarne spodnie i kamizelkę kuloodporną założoną na
białą koszulę z czerwonym krawatem.
Spał. Nie wiedzieć czemu, Gerard poczuł się jak złośliwiec. O, nie. W tym miejscu
tak spokojnie spać nie można. Przykucnął przy nim i zaczął nim mocno potrząsać.
Ten, obudzony, zaczął krzyczeć. Wołał jakieś duchy, stworzenia, imiona… W
jednej chwili Gerard pożałował tego, co zrobił. Facet krzyczał strasznie głośno.
Ostatnio wiele rzeczy się wydarzyło, więc Gerard mógł sobie na wiele pozwolić.
Szybko połączył ich usta w pocałunku. Nieznajomy przestał krzyczeć. Gdy Gerard
się odsunął, ten przybliżył się do niego i pocałował jeszcze raz. Wtedy Gee już
wiedział, że powinien podjąć się zadania, które powierzył mu Szatan. Nieznajomy
zaczął rozmowę :
- Jak Ci na imię,
co tu robisz i czemu mnie k*rwa całujesz? – ale Gerard tylko uśmiechnął się
złowieszczo i usiadł obok niego.
-Jestem Frank.
Iero. – Facet o imieniu Frank powinien mu podać rękę, ale zamiast tego
przytulił się do Gerarda. Bardzo mu się to spodobało. Pocałował go jeszcze raz
i odszedł, zostawiając Franka samego pod tym murem. Ale Frank się nie bał, bo zaraz znowu zasnął.
***
Od razu piszę 4. rozdział . Może dodam go dzisiaj, ale głowy nie dam.
AAAA!!! pojawia się nowy bohater :3 Oto on :
See ya!

Trochę namieszałaś O.o
OdpowiedzUsuńW kazdym razie ja nie ogarniam do końca co kto w końcu robi...
Po pierwszym rozdziale zaczęłam już się zastanawiać, po co ja kurna do cholipki ciężkiej to czytam? I już po przeczytaniu... Nadal nie wiem, po co to czytałam ._. Ludzie! ja rozumiem... Kurcze... Każdy chce jakoś zacząć. Przecież ja też jakoś zaczynałam, można powiedzieć, że nadal zaczynam. Moje teksty walą wprost amatorszczyzną, jednakże... Kurde. Nie chce sprawić ci przykrości, ale wolę powiedzieć ci to szczerze, niż jakbyś miała się oszukiwać. Kochana... To jest... no... beznadziejne. Predyspozycje do tego ma każdy. Ale popracuj proszę nad swoim stylem i wtedy dopiero dodawaj cokolwiek. Mega, mega, mega dużo powtórzeń, budujesz niezrozumiałe zdania, opisy są nielogiczne, nic nie trzyma się kupy. Wszystko jest... powiem w prost najeb*ane w jeden rozdział. I żeby było jasne... ja nie mówię nic złośliwie. Ja... kurde... mogę Ci nawet jakoś pomóc to posklejać, dać ci jakieś minimalne rady co do tego, chociaż sama nie jestem jakimś wzorcem. Chyba ci na tym zależy, nie? Żeby pisać czy coś. Przemyśl to, co ci napisałam i najwyżej nie wiem... złap mnie przez bloggera czy coś. Mam majówkę, posłużę radą.
OdpowiedzUsuńNie słuchaj Darsuni. Znaczy słuchaj, bo niezwykle mądrze mówi,ale nie słuchaj, że nie jest wzorem. Maj master :3 Kiedyś pisałam znacznie gorzej. Po jej radach wyszło co wyszło, ale z pewnością lepsze niż wcześniej.
OdpowiedzUsuń