czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział IV.

 Ku własnemu zdumieniu Gerard nie czuł się w żadnym stopniu winny. Pocałował innego mężczyznę. Zdradził Helenę. Ale jego to nie obchodziło. Przecież był w piekle. Był złym człowiekiem. Tacy, którzy trafiali do piekła nie mieli sumienia. Nie mieli serca. Jego serce zostało w jego martwym ciele, które zapewne wciąż leżało w tym lesie. Już nie biło.
 Zmierzał żółwim tempem do miejsca, w którym rozmawiał z Diabłem, który tam oczywiście był. Zmierzył nadchodzącego Gerarda wzrokiem, który na jego ofiarę już nie działał. Te kilka godzin w piekle go wzmocniły. Gerard skinął tylko głową. Szatan domyślił się, że Gerard podjął się zadania. Dostarczy mu 1000 przeklętych dusz. Gerard zaśmiał się złowieszczo, co mocno zdziwiło Lucyfera. Jego śmiech rozpływał się w powietrzu, a Gerard powoli tracił świadomość…
***
Rozdział IV - kontynuacja


 Nie wiedział, ile minęło czasu, odkąd zemdlał. Kilka sekund? Minut? Godzin? W ręku czuł chłód pistoletu od Mikey’a , a w drugiej dłoni wciąż była ręka jego ukochanej. Przypomniał sobie wszystko. Szybko wstał, nie mogąc uwierzyć, że w ogóle tu jest. Pomacał czoło. Było całkowicie gładkie. Spojrzał na nadgarstki. Nieskazitelne. Ocucił go krzyk z daleka. Sięgnął do kieszeni marynarki. Tasak. No tak, od czegoś trzeba zacząć. Jeszcze zanim pobiegł w głąb lasu, ukucnął przy skinie. Pomacał jego czoło, na którym widniała ogromna dziura. Teraz jego dłoń była cała we krwi. Zaśmiał się tym swoim złowieszczym śmiechem i polizał rękę.
-Aaaaargh!!- wrzasnął. Miał teraz całą obdrapaną dłoń. Przejechał językiem po zębach.
-No chyba nie...
Spojrzał w jeziorko, które było tak czyste, że w jego odbiciu można było dostrzec nawet kolory. I wtedy Gerard ujrzał kolor swoich oczu..
-No chyba k*rwa nie...!!!
***
Cholera, znowu wyszedł mi jakiś krótki.. ale przed następnym zrobię małą przerwę. w ciągu dwóch dni dodałam 5 wpisów. No dobra . 
Następny rozdział dam za 2 dni ale jestem złowieszcza...MUAHAHAHAHA
See ya ;D





1 komentarz: