sobota, 25 maja 2013

Rozdział VIII

 Tymczasem w Piekle 
Frank Iero wciąż siedział oparty o mur. Myślał o pocałunku z nieznajomym mężczyzną. Nie wiedział, że ten właśnie mężczyzna chodzi sobie teraz po Ziemi i pochłania wnętrzności jakiejś d*iwki. Frank wciąż był w Piekle i nie chciał tego zmieniać. Nie chciało mu się już spać. Wciąż czując zapach i smak chłopaka, postanowił go poszukać.
 Na próżno. Przetrząsnął prawie całe Piekło, ale nieznajomego nigdzie nie było. Wywiało go. Frank był nim strasznie zaintrygowany i poszedł do Diabła. Dosłownie.
 Wrócił po jakimś czasie pod swój ukochany mur, osunął się po nim i schował twarz w dłoniach. Frank Iero płakał. Zakochał się. Chciał więcej. Chciał poczuć to jeszcze raz. Właśnie dowiedział się, że jego ukochany wrócił na Ziemię. Nie wiadomo, kiedy znów stanie u bram Piekieł. To było rozstanie na wieki. Nie tak jak w marnych, śmiertelnych romansach, gdzie jeden z kochanków przeprowadza się do innego miasta i koniec znajomości. To była różnica światów. Diabeł powiedział mu tylko tyle.
 Frank był jedyny w Piekle, któremu Diabeł nie odebrał uczuć. Wszyscy inni zostali pozbawieni emocji i nic nie czuli. Tylko jeden, nieszczęsny Frank musi męczyć się sam ze sobą. Diabeł go nie lubił, głównie przez jego imię. Chciał wziąć go do siebie, by móc oglądać jego cierpienie. Oszukał Boga i przywłaszczył sobie duszę Franka. Wylewane przez męczennika łzy cieszyły go coraz bardziej, wypalając wrzeszczącemu Frankowi policzki. Wyrywał włosy z tęsknoty za facetem z obłędem w oczach. Pamiętał jego zapach, który mimo oparów wokół dał się wyczuć. Specyficzny zapach krwi. Frank przeklinał we wszystkich językach świata. Nie był homoseksualistą przed śmiercią. Dopiero ten pocałunek dał mu do myślenia. Długo walczył z samym sobą, aż doszedł do wniosku, że chce więcej.
 On sam zginął haniebną śmiercią- został napadnięty przez dresiarzy. Feralnej nocy spacerował, rozkoszując się ciemnym niebem i koncertem świerszczy, gdy poczuł, jak jakiś zakapturzony chłopak chwyta go za  grzywę i uderza z całej siły w twarz, pozbawiając Franka przytomności. Ocknął się w nieznajomej mu piwnicy. Po chwili spostrzegł, że nie jest sam. Z ciemności zaczęła wyłaniać się postać. Był to mężczyzna. Wyjątkowo obleśny, wyglądem budzący lęk i niepokój. Cały ubrany był na czarno. Mimo, że kolor ten zwykle maskował brud, Frank widział niezwykle wyraźnie najróżniejsze plamy, świadczące o tym, że facet od dawna nie zmieniał ubrania. Jego twarz była blada, oszpecona paskudną blizną. W dodatku ten okropny odór, który czuć było od niego zapewne na kilometr... Frank skrzywił się z niesmakiem. Nieznajomy uśmiechnął się na ten widok, po czym podszedł do chłopaka i przyklęknął. Następnie zaczął robić coś, czego Iero nigdy by się nie spodziewał. Zaczął go rozbierać. Oczy rozszerzyły mu się z przerażenia. Począł miotać się na wszystkie strony, ale, gdy poczuł na nadgarstkach i kostkach bolesny ucisk więzów zrozumiał, że jest bezsilny. Nigdy wcześniej nie płakał. Teraz jednak łzy same spłynęły mu po policzkach. Mężczyzna zaśmiał się. Całe pomieszczenie napełniło się tym dźwiękiem. Odbiło się od ścian, rozbrzmiewając grozą i okrucieństwem. Po chwili Frank był już nagi. Próbował czymś się osłonić, lecz jego starania zakończyły się fiaskiem. Poczuł, że cały spłonął rumieńcem wstydu. Nie mógł zostać bardziej upokorzony. Nieznajomy ucałował Iero w zagłębienie w szyi, po czym wyjął nóż. Ostrze było pokryte zaschniętą krwią. Frank wiedział, że to już koniec. Przegapił nawet moment, gdy facet się zamachnął. Poczuł po prostu zimno, które w zastraszającym tempie rozeszło się po całym jego ciele. Powoli osunął się w ciemność.
 Jego ciało porzucono w lesie i chociaż Frank nie żył już od dawna, trup leżał tam nadal.
Diabeł szydził sobie z Franka. Te krzyki były niczym puchowa poduszka dla jego głowy.
-Powinieneś założyć zespół, wiesz?- zażartował, kucając tego wieczoru przy ofierze. Nie zakrywał uszu. Chciał, by każdy krzyk dokładnie przeszył jego umysł. Diabeł głaskał skulonego więźnia po głowie udając współczucie i zabijając wszelkie nadzieje. Kontynuował:
-Twój głos, albo krzyk, jak wolisz, powinna usłyszeć cała Kraina Żywych. Zbiłbyś na tym fortunę. Ale potem popełniłbyś pewnie samobójstwo i wróciłbyś tutaj do mnie. A wtedy krzyczałbyś jeszcze głośniej. Chociaż głośniej już się chyba nie da… Frankie…
 Dręczył go długo. Z każdym jego słowem, śmierdzącym oddechem, szczęknięciem spleśniałych zębów, czy mlaśnięciem długiego, wężowego języka Iero czuł się gorzej, krzyczał jeszcze głośniej. Szatan, mimo rosnącej rozkoszy, wstał. Przestawało mu się to podobać, gdy nieszczęśnik dostał poważnej chrypy.
- Wrócę do Ciebie za kilka godzin, ścierwo. Śpij, rybko. Oszczędzaj siły na kolejne przedstawienie, bo tym razem będzie jeszcze ciekawiej.
 Diabeł wsunął kościsty palec do ust i possał głośno, dając Frankowi do zrozumienia, co ich czeka. Iero mocno wytrzeszczył przestraszone oczy i schował twarz. Nie zniesie tego. Musi się stąd wydostać. Jeśli mężczyźnie, którego kochał udało się, to czemu Frankowi miałoby się nie powieść równie dobrze?
***
po prawie miesiecznej przerwie daje :3 nastepny powinien byc szybko bo mam pewien zapas :)
W tym miejscu chce cieplo podziekowac Zuzi!
Zuziu/ Zuzio , Twój fragment o śmierci Franka powalił mnie na kolana :D
I rówież Boro/panu Krabowi/nieokreslonemu psychopacie za zbetowanie i wgl bycie przy mnie :* :* Jen Cu Yeh <3
Daję moje ulubione zdjecia naszego dzisiejszego bohatera Franka :> See ya!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz